Włókniarz jak dobrze zarządzana firma – rozmowa z Pawłem Mizgalskim

wazne_pawelmizgalski2

Paweł Mizgalski objął stery w częstochowskim Włókniarzu w minionym tygodniu. Mimo, że jest jednym z najmłodszych prezesem w Enea Ekstralidze, posiada spore doświadczenie w zarządzaniu, co miało zresztą wpływ na wybór jego kandydatury na prezesa.

Młody, z głową pełną pomysłów, z wielkim entuzjazmem, aczkolwiek odpowiednią dozą spokoju podchodzi do swoich obowiązków. W poniższym wywiadzie postaraliśmy się przybliżyć sylwetkę Pawła Mizgalskiego oraz poznać jego opinie na tematy związane z klubem.

Mateusz Makuch, Łukasz Witczyk: Jest pan mało znaną postacią w żużlowym świecie. Częstochowscy kibice na pewno chcieliby poznać człowieka, który będzie dowodzić ich klubem. Jakby się pan im przedstawił?

Paweł Mizgalski: Na pewno wszyscy zadają sobie pytanie, co nowy prezes Włókniarza ma wspólnego z żużlem. Nie będę ukrywał, że w klubie żużlowym nie było mi dane do tej pory pracować. Jestem rodowitym częstochowianinem i zawsze kibicowałem Włókniarzowi. Choć przyznaję, że sam grałem w piłkę nożną i kibicowałem też miejscowym siatkarzom, ale na mecze żużlowe uczęszczałem od najmłodszych lat. Oczywiście mam swoich ulubionych zawodników, pamiętam wielkie sukcesy Włókniarza w końcówce lat 90-tych. Troszkę umknęła mi pierwsza dekada nowego tysiąclecia z racji wyjazdu za granicę. Po studiach pracowałem przez pewien czas w nieistniejącym już Radiu FON. W związku z wykonywanymi obowiązkami interesowałem się żużlem, komentowałem mecze żużlowe, relacjonowałem spotkania ligowe na żywo dla radia, czy przeprowadzałem wywiady z zawodnikami. Wiodącą postacią w naszej redakcji Radia FON jesli chodzi o speedway był Konrad Pakosz, obecnie prezes AZS-u Częstochowa. W ramach wymienności obowiązków i zastępstwa też miałem, podkreślam, przyjemność i satysfakcję komentować mecze żużlowe.

Wspomniał pan o wyjeździe za granicę. Z tego co mi wiadomo, zarządzał pan obiektami sportowymi w Londynie. Mógłby pan przybliżyć, jak wyglądała pana praca?

- Pracowałem dla firmy, która zarządza obiektami sportowymi w roli operatora. Jest to największy operator w Londynie i jeden z największych w całej Wielkiej Brytanii. Pokłosiem sukcesów i profesjonalizmu jest fakt, że będą zarządzać dwoma obiektami olimpijskimi po zakończeniu igrzysk w Londynie. Przechodziłem przez kilka szczebli w karierze menadżerskiej. Zaczynałem jako zwykły ratownik na basenie. Z biegiem czasu zacząłem piastować funkcje menadżerskie. Zakres obowiązków był bardzo szeroki i zależał od miejsca, w jakim w danej chwili się znajdowałem, a to zależało zaś od tego, gdzie firma mnie potrzebowała. Zajmowałem się kwestiami technicznymi, zarządzaniem pracownikami, dbaniem o ich bezpieczeństwo, działem marketingu i promocji, pozyskiwaniem nowych klientów, tworzeniem strategii marketingowych.

A z żużlem w Wielkiej Brytanii miał pan styczność?

- Przyznam szczerze, że bardzo nosiłem się z zamiarem częstych wizyt na meczach. Mieszkałem blisko stadionu Areny Essex. Z zaskoczeniem przyjąłem jednak fakt, że niewielu moich znajomych, z którymi pracowałem, znało się na żużlu. Oczywiście edukowałem ich na bieżąco. Informowałem ich o zasadach, wynikach, zawodnikach, ale to było za mało.

Jak długo pracował pan poza granicami naszego kraju?

- Sześć i pół roku.


Paweł Mizgalski w drodze na pierwsze publiczne wystąpienie w roli prezesa Włókniarza

Przejdźmy do tematu częstochowskiego Włókniarza. Zmiany w zarządzie zaszły tu stosunkowo niedawno, bo w grudniu, a tymczasem mamy kolejną rotację na najważniejszym stanowisku.

- Zarząd Włókniarza w związku z planowanymi przeobrażeniami w strukturach klubowych i nowym podziałem funkcji poszukiwał osoby, która mogłaby pełnić funkcję reprezentacyjną, czyli osoby z komunikatywnym językiem angielskim, doświadczeniem w zarządzaniu, doświadczeniem w mediach, bo to też jest istotne, aby umiejętnie z dziennikarzami rozmawiać i nie dać im się podejść. Ludzie, z którymi współpracowałem w radiu FON, Życiu Częstochowskim, czy po prostu przyjaciele częstochowskiego żużla, zasugerowali władzom klubu, że być może to ja jestem właściwą osobą na to stanowisko. Z tego co wiem, klub miał kilku kandydatów. Przeszliśmy profesjonalny proces rekrutacji w postaci rozmów kwalifikacyjnych i w wyniku tych rozmów zostałem wybrany prezesem Włókniarza.

Wspomniał pan o planowanych przeobrażeniach, w wyniku których zaszły zmiany. Mówimy tu o wejściu na giełdę New Connect?

- Troszkę wymigam się od jednoznacznej odpowiedzi na to pytanie. To jest temat, którym stale się zajmujemy i wiążące decyzje jeszcze nie zapadły. Aczkolwiek nie ukrywam, że był to także jeden z czynników.

Jakie pana zdaniem kreują się możliwości dla częstochowskiego klubu przy ewentualnym pojawieniu się na takiej giełdzie?

- To jest przede wszystkim zabezpieczenie finansów klubu w planie długofalowym i stały przypływ środków finansowych, czyli coś, o co klub zabiega od lat. Nie mamy takich narzędzi funkcjonowania klubu w postaci chociażby obiektu sportowego na wzór dzisiejszych stadionów piłkarskich, gdzie znajdują się nie tylko powierzchnie reklamowe, ale również te do prowadzenia działalności handlowych, z których można byłoby czerpać stały dochód. Dla jasności, nie mówimy tu o jakichś jednorazowych kwotach czy sponsorach, którzy wykładają pieniądze na utrzymanie np. zawodnika, choć ta forma pomocy jest niezwykle ważna, tylko o stabilnych finansach, aby co rok nie zastanawiać się, czy stać nas na utrzymanie Ekstraligi żużlowej, czy też nie.

Lub w ogóle nad sensem prowadzenia działalności.

- Dokładnie tak. Dlatego odnosząc się do pytania, chodzi nam o tworzenie stałych podstaw i rozszerzanie źródeł finansowania. Jako zarząd taki cel wyznaczyliśmy sobie na nadchodzący sezon.

Ma pan już pomysł, jak pozyskiwać kolejne narzędzia do finansowania klubu?

- Znów pozwolę sobie uniknąć jednoznacznej odpowiedzi. Jestem w klubie od kilku dni, a oficjalnie prezesem od piątku. Dlatego proszę mi dać jeszcze kilka dni na rozmowę z zarządem, na oswojenie się z aktualnie prowadzonymi działaniami.

Rozumiem, że dopiero zaznajamia się pan i wprowadza w realia klubu.

- Tak. Wiem, że od jakiegoś czasu prowadzone są rozmowy z potencjalnymi sponsorami, którzy mogliby znaleźć się w nazwie klubu, czy z inwestorami, których środki pomogłyby jeszcze bardziej przyczynić się do dobrego funkcjonowania klubu. Ja w tych rozmowach nie uczestniczyłem, dlatego jest mi trudno na ten temat się wypowiadać. Oczywiście mam też swoje pomysły, ale na ich ujawnienie przyjdzie czas. Po prezentacji drużyny usiądziemy z zarządem i na spokojnie podyskutujemy.

Klub informując o zmianie prezesa przekazał, że podwaliny do budowy silnej firmy zostały stworzone. Jak organizacyjnie obecnie klub funkcjonuje?

- Klub jest stabilny organizacyjnie i finansowo. Na bieżąco reguluje wszelkie bieżące zobowiązania finansowe. Nie ma żadnych bieżących zaległości. Ponadto współpracuje na dzień dzisiejszy bardzo dobrze i bardzo sprawnie z władzami miasta. Ma grupę oddanych sponsorów, która stale się powiększa poprzez zachęcanie do zaangażowania się w działalność klubu. Na dzień dzisiejszy wszystko funkcjonuje bardzo dobrze. Oczywiście wszyscy będziemy się jeszcze docierać i na pewno jeszcze nie raz będziemy się zastanawiać, czy jakichś kosmetycznych zmian nie dokonać. Mam tutaj na myśli jakiś nowy podział obowiązków. Tak jest w każdej firmie. Czasami trzeba reagować na pewne sytuacje i w każdej firmie bez tego się nie obędzie. Przebywając w Londynie pracowałem na czterech czy pięciu różnych obiektach. Trafiałem tam, gdzie mnie potrzebowano i zajmowałem się różnymi funkcjami. Podobnie może się dziać we Włókniarzu, jak w firmie.

Obawy o funkcjonowanie klubu są bezpodstawne?

- Tak. Wiem, że dla kibiców zmiany na stanowisku prezesa w krótkim czasie mogą być zaskakujące. Pan Marek Polaczek wykonał ciężką pracę, a teraz ma po prostu inne zadania. To też odnosi się do tego, o czym mówiłem chwilę wcześniej. Te wszystkie zmiany były zaplanowane. Tutaj nie ma żadnych spiskowych teorii dziejów, żadnego chaosu. Wszystko funkcjonuje tak, jak w profesjonalnie zarządzanej firmie.

Przejmuje pan stery w klubie w momencie, gdy praktycznie wszystkie przygotowania do sezonu dobiegają końca. Skład jest znany, sparingi zaplanowane, tor przygotowywany. Co pan może powiedzieć na temat drużyny?

- Przede wszystkim chciałbym bardzo gorąco w tym miejscu podziękować panu Markowi Polaczkowi (poprzedni prezes Włókniarza – dop.red.), który sprawił, że ta drużyna jest faktycznie już dziś gotowa organizacyjnie do startu Enea Ekstraligi. Olbrzymią pracę pan Marek Polaczek włożył w przygotowania. Również chciałbym podziękować i docenić wkład Mariana Maślanki. Jeśli chodzi zaś o sam zespół, to liczymy na waleczność zawodników, którzy się w nim znaleźli. Wierzymy, że jest to ekipa, która nie odpuści do ostatniego biegu i ostatniego meczu w sezonie. Nie mamy gwiazd, no może oprócz Grigorija Łaguty, który na taką wyrósł po minionym sezonie. Jest to fantastyczny zawodnik, któremu wielu wróży świetlaną przyszłość. Myślę jednak, że brak gwiazd jest siłą tej drużyny. Nie ukrywam, że względy ekonomiczne miały wpływ na taki, a nie inny skład, ale mam nadzieję, że będzie on naszą wielką siłą.

Ale sam fakt utrzymania Grigorija Łaguty był sporym osiągnięciem, tym bardziej, że zabiegało o niego kilka klubów.

- Dokładnie tak. Bardzo głęboko wierzymy w to, że Grisza i spółka przyciągnie na trybuny rzeszę kibiców, na których zawsze mogliśmy liczyć. Wracając jeszcze do poprzedniego pytania, tak jak powiedziałem, mamy zespół bez oszałamiających nazwisk, ale za to składający się z naprawdę solidnych zawodników, których stać na fantastyczną jazdę przy odpowiednim przygotowaniu sprzętowym oraz kondycyjnym. Od strony sprzętowej o przygotowanie zadbaliśmy, bo klub na bieżąco regulował wszelkie zobowiązania wobec zawodników i pozytywnie odnosił się do próśb o dofinansowanie na sprzęt, więc o to można być spokojnym. Celem podstawowym, który się nie zmieni, jest jak najszybsze zapewnienie sobie miejsca w pierwszej ósemce, czyli utrzymanie w najwyższej klasie rozgrywkowej. Ale ta drużyna jest nieobliczalna…

I może zaskoczyć sprawiając wielkiego psikusa znajdując się w czołówce tabeli.

- My chłopaków będziemy wspierać na każdym kroku. Myślę, że sprawilibyśmy niezłego psikusa niejednemu malkontentowi, niekoniecznie z naszego miasta, gdybyśmy faktycznie awansowali do play-offów. To nie jest jednak cel, który zarząd stawia przed zawodnikami.

Czyli żadnej wywieranej presji nie będzie?

- Absolutnie nie. Wymagamy jedynie serca do walki, ambicji na torze, rywalizacji o każdy punkt i profesjonalizmu, którego oczekuje się od każdego pracownika w każdej firmie. CKM Włókniarz SA, może to zabrzmieć brutalnie, ale jest firmą…

W obecnych czasach tak to w sporcie jest.

- Niestety tak ten sport funkcjonuje. Włókniarz jest firmą, która musi być profesjonalnie zarządzana, ale ma też prawo wymagać profesjonalizmu od swoich pracowników, czyli w tym przypadku także, a raczej przede wszystkim od zawodników. Myślę, że oni doskonale to rozumieją. Zresztą profesjonalizm jest konieczny w biurze klubowym, sztabie szkoleniowym, zarządzie i myślę, że w tym też tkwi nasza siła. Wszyscy profesjonalnie podchodzimy do swoich obowiązków.

Wielu fachowców twierdzi, że drużyny stały się tak wyrównane, iż kluczem do sukcesu może okazać się postawa juniorów. Co pan sądzi o młodzieżowcach Włókniarza? Największe nadzieje wiązane są z Arturem Czają.

- Może to zabrzmieć trochę enigmatycznie albo jak taki komunał, ale po prostu oczekujemy od nich, że będą się stale rozwijać. To jest bardzo ważne. Tak jak pan wspomniał, głównie przepisy sprawiły, że składy są dość wyrównane i to powoduje, że detale mogą decydować o wyniku spotkania. Podzielam opinię, że od zawodników młodzieżowych będzie bardzo wiele zależeć. W tym miejscu wrócę do poprzedniego pytania. Nie wywieramy na nikim presji i nie chcemy demotywować zawodników konkretnymi oczekiwaniami. Oni mogą natomiast liczyć na nasze pełne wsparcie. Na pewno życzylibyśmy sobie, aby zawodnik wychowany w Częstochowie stanowił kiedyś o sile drużyny. Tak było kiedyś ze Sławkiem Drabikiem, czy Sebastianem Ułamkiem.

Od dawna ich następców nie ma.

- I na nich bardzo czekamy. Myślę, że nie tyko my jako zarząd, ale przede wszystkim kibice. Z naszej strony mogę zapewnić, że dołożymy wszelkich starań, aby wychować solidnych zawodników.

Angaż Janusza Stachyry na pewno ma to na celu, bo jest to człowiek z ogromną żużlową wiedzą i mający już na swoim, w cudzysłowie, koncie kilku dobrze wyszkolonych zawodników.

- Pozyskanie Janusza Stachyry, było fantastycznym posunięciem. Jesteśmy bardzo szczęśliwi, że mamy go w naszym teamie. Jest to człowiek, który zna ten sport od podszewki. Jeśli od kogoś się uczyć, to od najlepszych. Juniorzy Włókniarza powinni skorzystać na tym, że Janusz jest z nami. Zajmować się on będzie także sprawami technicznymi. Jak wiadomo, teraz przygotowuje tor i mamy już od niego informację, że, o ile pogoda nie pokrzyżuje planów, lada dzień będzie gotowy do treningów. To się wiąże z nową nawierzchnią, do której na początku zawodnicy będą musieli się dostosować. Dlatego też zależy nam na jak najszybszym umożliwieniu naszym zawodnikom startów na naszym obiekcie. Reasumując, Janusz będzie wielką zaletą dla tej drużyny, nie tylko dla jej najmłodszych członków. Z każdą jego opinią i podpowiedzią będziemy się liczyć.

Jak wygląda sytuacja Sławomira Drabika? W ostatnim czasie pojawiło się kilka niejasności, czy w ogóle będzie on członkiem sztabu szkoleniowego. Coś konkretnego już wiadomo w tej kwestii?

- Proces podziału funkcji w klubie jeszcze się nie zakończył. Mam pomysł na to, jak, w cudzysłowie, wykorzystać Sławka. Jest to człowiek, który zęby na żużlu zjadł. Jest ikoną Włókniarza, jego symbolem. Dla kibiców to też jest ważne, aby taki człowiek był z nami i nam pomagał, i na to ze strony Sławka liczymy. Natomiast jak to będzie konkretnie wyglądało, jeszcze nie wiem. Czy to będzie funkcja doradcy sportowego zarządu, czy konsultanta…

Albo ambasadora Włókniarza.

- Dokładnie. Przecież Sławek jest znany w całym świecie żużlowym. W tej kwestii decyzje jeszcze zapadną, mamy na to czas i potrzebne są do tego rozmowy. Pewne jest to, że mocno liczymy, iż Sławek nam bardzo pomoże w tym sezonie.

 Mówił pan, że w swojej karierze zawodowej miał pan styczność z marketingiem. Chyba najlepszym chwytem marketingowym w żużlu jest widowiskowość. To właśnie poziom widowisk, niekiedy przyrównywany do spektakli, był w minionym sezonie doceniany. Na to dalej będziecie stawiać?

- Podobno Tony Briggs powiedział, że jedyne mecze Ekstraligi, jakie oglądał w telewizji to te z udziałem Częstochowy. Mecze były emocjonujące, były fantastycznym widowiskiem sportowym i zdecydowanie stawiamy na to w nadchodzących rozgrywkach. Liczymy na to, że nasi zawodnicy ponownie będą dostarczać mnóstwa powodów do radości. Nasi kibice pokazali już wielokrotnie, że są fantastyczni, co zresztą doceniła Kapituła Sportu Żużlowego wyróżniając ich tytułem Kibiców Roku 2011. Zresztą była to nagroda przyznana jak najbardziej zasłużenie. Wspominam o fanach, ponieważ bez nich widowiska stworzyć się nie da. Wynik przyciąga kibiców, ale w Częstochowie jest po prostu fajnie. Nie będę wyliczać wszystkich, ale jest szereg argumentów, dla których warto kibicować Włókniarzowi. Na naszym stadionie będzie można nacieszyć oko wydarzeniami na torze oraz miło spędzić czas. Cały czas pracujemy nad całą otoczką meczów. Będzie mnóstwo konkursów, atrakcji zarówno dla dzieci, jak i dorosłych. Widowisko będzie przednie.

Zapytałem o widowisko, gdyż przy okazji angażu wspominanego Janusza Stachyry pojawiły się u niektórych obawy, że jego sposób przygotowania toru zabije widowisko w Częstochowie. On sam odpowiadając na podobnie sformułowane przeze mnie pytanie przyznał, że ważne jest, aby tor był atutem Włókniarza. Czy ze strony zarządu jakieś przykazanie będzie, że owal ma sprzyjać walce i rywalizacji?

- Bardzo nie lubię oskarżeń o przygotowanie toru „pod siebie”. Własny tor musi sprzyjać zawodnikom miejscowym, ale tu nie chodzi o klasyczne jego preparowanie, tylko przygotowanie go w sposób taki, aby odpowiadał on wszystkim zawodnikom w drużynie. To oni tutaj jeżdżą, trenują i dobierają odpowiednie przełożenia.

Zresztą gdzie drużyna ma wygrywać, jak nie u siebie.

- Oczywiście, że tak. Tor ma być atutem, ale w takim sensie, w jakim mówiłem. Każdy klub prowadzi pewne kalkulacje i przewidywania, i z naszych wynika, że musimy wygrywać przede wszystkim mecze na własnym torze. Oczywiście damy z siebie wszystko na wyjazdach i powalczymy o punkty bonusowe. Jak już powiedziałem, mamy nadzieję, że tor będzie nam sprzyjać, ale nie ma mowy o jakimś tajnym, specjalnym przygotowaniu czy preparowaniu. Orientacyjnie znamy już preferencje odnośnie toru naszych zawodników po rozmowach z nimi i są one zbliżone. Podczas treningów będziemy szukać najbardziej optymalnych rozwiązań dla każdego członka drużyny.


Paweł Mizgaski i Janusz Stachyra

Inauguracja w Lesznie. Co pokaże nowy Włókniarz?

- Walkę, serce, ambicję. Czy sprawimy niespodziankę? Mamy nadzieję, że wynik będzie zbliżony, na styku. Emocje będą w każdym wyścigu i nie będzie to mecz do jednej bramki…

Chyba, że bramką, do której padałyby gole, byłaby bramką Unii Leszno.

- (śmiech) Na pewno nikt by się na taki scenariusz nie obraził.

Pytanie o polskich seniorów Włókniarza, a konkretniej o jednego z nich. Mianowicie chciałbym poznać pana opinię na temat Rafała Szombierskiego. Miniony rok był dla niego trudny. Po powrocie w 2010 do żużla, nikt na niego nie liczył, a był wtedy podporą Włókniarza. Jak wspomniałem, z różnych względów nie wiodło mu się rok temu. Posiada on jednak ogromny potencjał i gdy wszystko układa się po jego myśli ogrywa niejednego faworyta. Uważa pan, że może być filarem Lwów w nadchodzącym sezonie?

- Wielkie znaczenie dla startów Rafała ma jego przygotowanie sprzętowe. Jeszcze raz powtórzę, że przed sezonem 2012 wszyscy nasi zawodnicy mieli pełne wsparcie klubu i mogli liczyć na dofinansowanie na przygotowanie sprzętu. Wiemy, że Rafał jest dobrze przygotowany, jeśli chodzi o sprzęt i mam wrażenie, że w jego przypadku ma to decydujące znaczenie. Bez wątpienia jest zawodnikiem z olbrzymim talentem…

Magnesem na kibiców.

- Otóż to. Ponadto jest zawodnikiem, który zawsze na torze pozostawia serce, natomiast poza nim jest człowiekiem z dużym poczuciem humoru i charakterem, podobnie jak Mirek Jabłoński. Mam nadzieję, że obaj charakter pokażą na torze. Co do konkretnych oczekiwań to myślę, że więcej na ten temat mógłby powiedzieć Jarek Dymek, który ustala skład. Jego kalkulacje mają tutaj większe znaczenie, niż moja prywatna opinia.

Grzegorz Zengota jest natomiast mocno chwalony przez działaczy za bardzo profesjonalne podejście do żużla. Nie złamała go nawet ogromna tragedia w postaci śmierci ojca, która wydarzyła się w styczniu.

- Radzę kibicom odwiedzić stronę internetową Grzegorza. To też pokazuje, że zawodnik poważnie myśli o tym, czym się zajmuje. Zengota jest profesjonalistą w każdym calu.

Na pewno liczycie, podobnie jak on sam, że udowodni niedowiarkom, że warto na niego stawiać.

- Nie ukrywam, że po cichu mamy nadzieję, że nawiąże do sukcesów Grzegorza Walaska, który swego czasu też trafił do nas z Zielonej Góry i święcił u nas wielkie triumfy. Mieliśmy zresztą wiele przykładów zawodników niedocenianych w innych klubach, bądź niemających szczęścia, którzy we Włókniarzu pokazywali swoją prawdziwą wartość. Odbudowywali się tutaj psychicznie, fizycznie, organizacyjnie, sprzętowo, znajdowali motywację do jazdy.

Tajemnica tkwi w częstochowskim klimacie dla żużla?

- Myślę, że tak. Klimat dla żużla w Częstochowie jest fantastyczny. Przede wszystkim kibice są super, którzy po niepowodzeniach klepią po ramieniu i dodają otuchy. Ponadto zawsze ze strony władz klubu zawodnicy mieli olbrzymie i nieustające wsparcie.

W Częstochowie po ostatnich latach jest potrzeba odbudowania klimatu, ale nie dla żużla, ale klimatu Włókniarza w mieście. Nawet nowo powstałe Stowarzyszenie Kibiców Częstochowskiego Włókniarza mówi jasno: chcemy stworzyć modę na Włókniarz. Zgadza się pan z tym?

- Nie było mnie w Polsce przez ostatnie sześć i pół roku. Przychodzę ze świeżą i otwartą głową…

Ale może to i dobrze dla tego klubu?

- Mam nadzieję, że to właśnie będzie moją zaletą. Naprawdę nie jestem do nikogo uprzedzony, bo jest to mój powrót do Częstochowy i sportu częstochowskiego. Zresztą nie tylko ja jestem nową osobą w klubie. Wszystkim nam bardzo zależy, żeby Włókniarz odnosił sukcesy. Nie obędzie się to bez współpracy ze stowarzyszeniami CKM Włókniarz i kibiców, władzami miasta oraz naszymi sponsorami. Wszyscy mamy jeden cel. Myślę, że wspólnie go osiągniemy. A co do mody na Włókniarz, to będzie o nas na pewno głośno.


Prezes CKM Włókniarz SA, Paweł Mizgalski

Rozmawiali: Mateusz Makuch i Łukasz Witczyk

Zobacz także:

Komentarze kibiców (1)

  1. Flo pisze:

    Prezesie jesteśmy z Tobą! Cieszy mnie racjonalne podejście “nowej władzy”, minimum 8 miejsce, wyjazdy może bonus, bez presji dla zawodników. Lepiej miło sie zaskoczyć niż przepowiadać play-offy. Widać że organizacyjnie wszystko idzie w dobrą stronę, tylko żeby tor był nadal “pod publiczkę” :) Sam sie zastanawiam co bym wolał; pokaz pięknego speedway’a z emocjami w każdym biegu ale bez zwycięstwa, czy jazdę gęsiego za 2pkty.. Przyznam że w sezonie 2011 po meczach z Lesznem czy Toruniem mimo porażek wychodziłem uśmiechnięty, spełniony i dumny że tyle serca i walki pokazały nasze Lwy!
    Tak, zdecydowanie dla mnie kibica żużlowego liczy sie przede wszystkim widowisko i na takie mecze chodzić będę zawsze…

Dodaj komentarz