Enea Ekstraliga

Enea Ekstraliga, Kibice, Klub, Wywiady

Uczyć się tylko od najlepszych – rozmowa z Mirkiem Jabłońskim

31 marca 2012, 15:22, autor: Biuro Prasowe

Mirosław Jabłoński trafił do częstochowskiego Włókniarza przed nadchodzącym sezonem. Przed inauguracją przepytaliśmy go, co sądzi na temat pierwszych treningów, sparingów oraz o naszym klubie. Pochlebnie sympatyczny „Jabol” wypowiada się także o częstochowskich fanach.

Mateusz Makuch, Paweł Zeller: Jesteś po kilku jazdach na częstochowskim torze. Jak ci się tutaj jeździ?

Mirosław Jabłoński: Pierwsze treningi w tym roku zacząłem w Gnieźnie. Następnie odbyłem dwa w Częstochowie. Na początku było trochę motocrossowo, ale pomalutku do przodu. Ścigamy się, dopasowujemy motocykle i nie jest najgorzej. Wiadomo, po dosypaniu nawierzchni na częstochowski owal ten tor potrzebuje jak najwięcej jazdy żeby wszystko się ułożyło i dobrze się związało, dlatego nie ma, co narzekać. Trzeba trzymać gaz i jechać do przodu.

Na jednym z pierwszych treningów ścigaliście się po dwóch sprzed taśmy. Miałeś chyba najgroźniejszego rywala w postaci Grigorija Łaguty i radziłeś sobie całkiem nieźle. Kto wygrał w takiej waszej mini rywalizacji?

– Niestety było 5:4 dla Griszy (śmiech). Trzeba mierzyć się z najlepszymi, na treningach jeździć z najlepszymi i do nich porównywać sprzęt. Obecnie jeszcze ja coś testowałem i wiem, że Grisza też. Jak na razie z mojej strony 50 procentowe zadowolenie, ponieważ jeden silnik spisuje się świetnie, natomiast z drugim trzeba jechać do mechanika. Mogę zapewnić, że do pierwszego meczu w Lesznie wszystko będzie grało na sto procent.

Gdy rozmawialiśmy w grudniu przyznałeś, że w tym roku z twojej strony nakłady na sprzęt będą ekstraligowe.

– Sprzętu jest od groma i jeszcze ciut (śmiech). Żeby to wszystko dopasować potrzebna jest duża ilość treningów. Podczas sparingów też testowałem silniki. Najlepszy silnik po jednym biegu pakowałem, bo nie było sensu go ujeżdżać. Najważniejsze dla mnie to sprawdzić to, co nowe. Nie ukrywam, że przy nowym sprzęcie jest najwięcej roboty. Trzeba wszystko dokładnie dopasować i poczuć.

Prawdopodobnie jeden z polskich seniorów nie pojedzie w pierwszym meczu w Lesznie. Jak na ciebie działa ta rywalizacja?

– Staram się o tym w ogóle nie myśleć. Robię to, co jest dla mnie najistotniejsze, czyli jak najlepsze dopasowanie sprzętu do toru. Wychodzę z założenia, że jeżeli na tym się skupię to będę wtedy wygrywał ze wszystkimi i nie patrzę tylko na kolegów z drużyny, ale na każdego zawodnika w Enea Ekstralidze.

Pierwsze sparingi i poważniejsze sprawdziany formy za wami. Jesteś z siebie zadowolony?

– Swoją postawę oceniam jako średnią. W Łodzi podczas treningu punktowanego było super, natomiast w Częstochowie nie ukrywam, że testowałem nowy silnik. Musiałem pozmieniać trochę w ustawieniach. Nie było najgorzej, ale chciałem, aby było lepiej. Teraz nadszedł czas, aby zacząć wybierać silniki, na których pojedziemy w lidze i jak najlepiej przygotować się do meczu w Lesznie. Wyrocznią i wyznacznikiem tego, na co nas stać, będzie właśnie rywalizacja z Unią. Tam musimy być przygotowani na więcej niż sto procent.

Rozmawialiśmy po pierwszych treningach i mówiłeś wtedy, że częstochowski tor po modernizacji, jaką przeszedł, potrzebuje czasu, aby umożliwił skuteczną walkę. Twoje słowa zdają się potwierdzać, gdyż pierwsze efektywne ataki po zewnętrznej części owalu zawodnicy przypuszczali podczas czwartkowego turnieju par.

– Można było jechać po szerokiej, ale tor wcześniej był troszeczkę zbronowany i jeszcze tworzyły się dziury. Aczkolwiek była to dopiero nasza pierwsza odsłona dla nas i myślę, że z każdym treningiem będziemy coraz lepiej spasowani z naszym torem.

Spytam może o kontrowersyjną kwestię. W niektórych opiniach czy komentarzach można wyczytać, że Enea Ekstraliga dla Mirosława Jabłońskiego to za wysokie progi.

– (śmiech) To zacznijmy od tego, że komentarzy nie czytam, bo równie dobrze takie opinie może wystawiać mój sześcioletni syn, który umie czytać i pisać, usiąść przy komputerze i logować się na różne strony ze swoimi grami. Takie komentarze może pisać dosłownie każdy. Co do ich treści: twierdzono, że nie nadaję się na drugą ligę, pierwszą, a teraz, że nie poradzę sobie w Ekstralidze. Jak na razie temu zaprzeczam i pokazuję chociażby na treningach, że stać mnie równorzędną walkę z zawodnikiem, który w zeszłym roku legitymował się ósmą średnią w Ekstralidze. Ja nie patrzę na tę otoczkę medialną. Przygotowuje się swoim tokiem, a na takie rzeczy mam tzw. klapki na oczach. Wykonuję to, co sobie zaplanowałem. Tak naprawdę to dopiero po sezonie będzie można powiedzieć, czy Mirek Jabłoński nadaje się do tej Ekstraligi, czy też nie.


Mirek Jabłoński na czele

Jak ci się układa współpraca z dyrektorem technicznym Włókniarza, Januszem Stachyrą?

– Nie dostrzegam żadnej nowej współpracy. Świat żużlowy jest tak mały, że wszyscy ze wszystkimi się znają. Między nami jest normalna współpraca, taka, jaka powinna być na linii trener – zawodnik. Jak na razie wygląda to wzorowo, oby tak dalej.

W grudniu jeszcze nie za wiele mogłeś z kolei powiedzieć o współpracy z nowymi władzami we Włókniarzu, bo wtedy dopiero przejmowali oni stery w częstochowskim klubie. Minęło już jednak kilka miesięcy, więc powtórzymy pytanie. Jakie masz relacje z władzami Włókniarza?

– Cała współpraca z Włókniarzem, począwszy od kibiców, którzy mnie zszokowali podczas prezentacji drużyny. Naprawdę pełen podziw i szacunek dla nich, za to, co zgotowali nam na prezentacji. Zasługują na miano najlepszych fanów w Polsce. Wracając do pytania. Począwszy od kibiców do działaczy, wszystko jest w jak najlepszym porządku. Może powiem brzydko, ale póki co wszystko na koncie się zgadza i cóż tu więcej mówić…

No właśnie, często przywołujemy przykład Daniela Nermarka, który był zszokowany, bo pierwszy raz, odkąd jeździ w polskiej lidze, pieniądze z tzw. kontraktówki miał na czas, a nawet pojawiła się przedpłata.

– Dlatego mówię, lwią częścią tej współpracy, nie oszukujmy się, są pieniądze. U mnie jak na razie na koncie wszystko się zgadza, więc nie mogę złego słowa powiedzieć na temat częstochowskich działaczy, z którymi dogaduję się świetnie. Oby ta współpraca wyglądała tak do końca sezonu.

Wrócę do wyniku sportowego. Nie ukrywajmy, że w Lesznie zdecydowanym faworytem będzie Unia. Jeśli natomiast chodzi o inaugurację w Częstochowie z Polonią Bydgoszcz, to chyba nastawieni będziecie na zwycięstwo?

– Tylko i wyłącznie. Nie ma innej opcji. W każdym meczu u siebie będzie dla nas liczyło się tylko zwycięstwo. Gdzie jak gdzie, ale u siebie musimy wygrywać. Na wyjazdach z kolei musimy zawsze pokusić się o jak najlepszy rezultat i z takim nastawieniem jedziemy do Leszna, aby pokazać innym, że powinni się nas obawiać i nie jesteśmy chłopcami do bicia.

Niedawno w rozmowie w kimś z klubu usłyszeliśmy, że preferencje co do sposobu przygotowania toru wśród częstochowskich zawodników są zbliżone, poza jednym wyjątkiem. Miano na myśli ciebie. Generalnie ponoć wolisz, gdy nawierzchnia jest twarda.

– O nie, nigdy w życiu nie powiedziałem, że lubię tylko, jak jest twardy tor. Muszę temu zaprzeczyć. Pokazałem chociażby na treningach, kiedy tor był mocno przyczepny…

I była lekka corrida.

– Delikatnie mówiąc. Ale właśnie przyczepnej nawierzchni spodziewamy się w Lesznie, więc przygotowanie do inauguracji mamy jak najlepsze. Nie ma czegoś takiego, że ktoś lubi twarde, czy przyczepne tory. Jeśli motocykle jadą, to nie ma znaczenia sposób przygotowania owalu. Jak jest forma to wszystko pasuje. Lubię tor do walki umożliwiający ściganie i wyprzedzanie.

Wiadomo, że częstochowski tor dopiero się odpowiednio układa po modernizacji, ale czy jakieś zalążki swoich ulubionych ścieżek już znalazłeś? Swego czasu Tomek Gapiński, kiedy to zdobywał punkty dla Włókniarza mówił, że ma problem z drugim łukiem i dosyć długo zajęło mu opanowanie tego elementu.

- Mówiąc szczerze, zauważyłem, że w Częstochowie jest jedna ścieżka. Wpuścić się w wiraż i wyjechać takim średnim balonem, i to się sprawdza. Może zdradziłem teraz sekret, ale nie pomijajcie tego, bo to jest na tyle specyficzny tor, że to jest bardzo trudno dobrze wykonać. Każdy, kto przyjeżdża z innej geometrii to ciężko jest mu to zrobić. O ile, gdy nawierzchnia jest twarda jest łatwiej, o tyle na przyczepnym jest dużo trudniej. Nie ukrywam, że pierwszy łuk wychodzi mi w miarę, ale na drugim rzeczywiście muszę jeszcze poszukać tej odpowiedniej ścieżki… Aczkolwiek rok temu podczas barażu poradziłem sobie wtedy, to czemu miałbym nie dać rady teraz?

Napędziłeś wtedy stracha częstochowskim kibicom.

– Cóż, takie życie (śmiech). Teraz z perspektywy czasu cieszę się, że tak się stało, czyli Włókniarz został w Ekstralidze.


„Jabol” przed Rafałem Szombierskim, jeszcze w barwach Startu Gniezno…

Podpatrujesz jazdę Grigorija Łaguty na tym torze?

– Cały czas. Mocno podziwiam go za tę jazdę i sposób wpuszczania się w łuki. Co do jazdy pod samą bandą, powiem buńczucznie, że też tak potrafię (śmiech). Miałem taką okazję właśnie we wspomnianym przez nas barażu…

Dokładnie tak, my też byliśmy zdziwieni (śmiech).

– (śmiech) Portal Youtube.com pomógł mi strasznie przed meczem barażowym. Praktycznie przez całą sobotę poprzedzającą dzień meczu oglądałem filmiki z Częstochowy i podpatrywałem najskuteczniejszy sposób jazdy. Od razu zauważyłem i do tego nie trzeba być fachowcem, że Grisza Łaguta jest specjalistą od tego toru, dlatego też tylko na nim moja uwaga się skupiła. Wyciągnąłem wnioski i już w pierwszym biegu minąłem Rosjanina. Dlatego wydaje mi się, że niedługo mi zajmie opanowanie wszystkich ścieżek częstochowskiego owalu.

Kibice obawiają się, że to, co było w minionym sezonie chlubą Częstochowy, czyli widowiskowość, w nadchodzącym sezonie trochę zniknie. Możesz zapewnić, że każdy mecz przy Olsztyńskiej będzie obfitować w ułańskie szarże?

– A dlaczego widowiskowość miałaby ucierpieć?

M.in. przez dosypanie nawierzchni i krążące niektóre niepochlebne opinie na temat sposobu przygotowania toru przez Janusza Stachyrę. Oczywiście to nie jest nasze zdanie.

– Powiem tak: tor przygotowuje się pod gospodarzy. Jeżeli któremukolwiek z nas nie będzie odpowiadała nawierzchnia, którą przygotowuje pan Stachyra to mogę zapewnić, że będę pierwszy, który to powie. Na razie nie można za wiele powiedzieć, bo to są dopiero początki i po prostu warunki nie pozwalają na przygotowanie innej nawierzchni.

Sam pan Stachyra przyznał, że są jeszcze problemy z pierwszym łukiem, bo ten tor dopiero się układa.

– Dokładnie. Dosypano dużo nawierzchni i w torze po zimie było jeszcze sporo wody. Po prostu potrzeba czasu, aby wszystko było okej. Do pierwszego meczu z Polonią Bydgoszcz na pewno tor będzie taki, jak wszyscy sobie tego życzą. Mogę zagwarantować kibicom, że będzie widowisko i to jeszcze lepsze, niż w zeszłym roku i przede wszystkim wyniki będą lepsze. Pięknem czarnego sportu jest walka od startu do samej mety.

Poprzez regulaminowe zmiany składy drużyn teoretycznie się wyrównały. Jak oceniasz szanse Włókniarza w Enea Ekstralidze?

– Nie ma takiej drużyny, którą można by wskazać na murowanego faworyta Ekstraligi, a miało to miejsce rok temu. Falubaz widziałem w złotej koronie jeszcze przed sezonem. Teraz, tak jak powiedziałem, nie ma jednoznacznego kandydata do złota. Wszystkie drużyny są wyrównane i mają słabsze ogniwa…

Zgoda z tym co mówisz, ale mówi się, że dream team powstał w Tarnowie.

– Z Januszem Kołodziejem, Gregiem Hancockiem i?

Maciejem Janowskim, Martinem Vaculikiem, Leonem Madsenem…

– Ale to nie jest Piotr Protasiewcz, czy Andreas Jonsson z zeszłego roku. Nie oszukujmy się, ale jednak trochę się ten skład różni od mistrzowskiego Falubazu. Liczę na to, że Ekstraliga będzie na tyle wyrównana i na tyle emocjonująca, że ostatnie mecze rundy zasadniczej zadecydują o tym, kto awansuje do fazy play-off.

Twoje słowa potwierdzają pierwsze sparingi, kiedy nieoczekiwanie Polonia Bydgoszcz dwukrotnie wygrała z Unibaksem Toruń.

– Bo właśnie na tym polega żużel. Tutaj nazwiska nie jadą. Ale do sparingów nie przywiązywałbym większej wagi. Tak naprawdę wszystko zacznie się 9 kwietnia. Już teraz wszystkich gorąco zapraszam na stadiony. Wtedy będziemy wiedzieli coś więcej na temat sił poszczególnych drużyn.


I już barwach Włókniarza

Rozmawiali: Mateusz Makuch i Paweł Zeller, prawa autorskie zastrzeżone.

Sklep Kibica CKM Włókniarz S.A.
WZMOCNIJ SWÓJ KLUB Z ENEA
Reklama na oficjalnej stronie WWW - CKM Włókniarz S.A.

Kalendarz imprez

AEC v1.0.4

Przejdź do pełnej wersji kalendarza!

Enea Ekstraliga

Tabela

Drużyna M P +/-
1. GA Unia Tarnów 14 32 +240
2. Stal Gorzów 14 24 +102
3. SPAR Falubaz 14 20 +117
4. Fogo Unia Leszno 14 19 +35
5. Unibax Toruń 14 15 +136
6. Betard Sparta 14 10 -106
7. KantorOnline Viperprint   14 7 -147
8. Wybrzeże Gdańsk 14 4 -377

Liga Juniorów

  Drużyna M P
1. KantorOnline Viperprint 7 33,5
2. Fogo Unia Leszno 7 31
3. SPAR Falubaz 7 29
4. Unibax Toruń 7 23
5. GA Unia Tarnów 7 18
6. Stal Gorzów 7 16
7. Betard Sparta 7 13,5
8. Wybrzeże Gdańsk 7 4

Enea

Enea Ekstraliga

Enea

Patronat medialny Enea Ekstraligi

NC+

Obsługa informatyczna

Kompleksową obsługę informatyczną klubu CKM Włókniarz S.A. zapewnia Computer Center

Bezpieczeństwo na stadionie

Bezpieczeństwo na meczach CKM Włókniarz zapewnia Styx

© 2018 CKM Włókniarz S.A. Częstochowa.

Rafał Domagała - Projekty graficzne, strony WWW, identyfikacja wizualna